Po raz drugi w krótkim czasie zyskałem szansę na kontynuację wielu przerwanych spraw – opowiada Marek Biskup

Po wybudzeniu z blisko trzytygodniowej śpiączki, przez prawie dwa tygodnie balansowałem na granicy snu i jawy, a wątki z niezwykle barwnych halucynacji splatały się ze sterylną rzeczywistością szpitalną.

Nazywam się Marek Biskup, zajmuję się szeroko pojętą psychologią społeczną

Trzydzieści lat temu z grupą przyjaciół stworzyliśmy firmę SMG/KRC, która szybko stała się liderem rynku badań marketingowych w Polsce. Na przełomie wieków sprzedaliśmy ją do globalnej grupy Kantar – dziś nazywa się Kantar Polska i zatrudnia blisko 500 osób.

Prywatnie albo służbowo zwiedziłem blisko sto krajów na wszystkich kontynentach. Wspinałem się na wulkany na Kamczatce. Przejechałem kamperem Japonię i Nową Zelandię, zwiedziłem wspaniałe rozlewiska Missisipi i Nowy Orlean, jeszcze przed zniszczeniem przez huragan Katrina. Część tych podróży odbywałem z moimi córami – najstarsza kończy studia medyczne w Londynie, średnia rozpoczęła naukę w liceum, a najmłodsza uczy się w podstawówce.

Od kiedy pamiętam, uprawiałem sport: sztuki walki, treningi strzelania bojowego na poligonie antyterrorystycznym, skoki spadochronowe, piłkę nożną, siatkówkę, jazdę rowerową w rozmaitych warunkach. Przebiegłem kilka maratonów w Polsce i zagranicą, w tym najszybszy w czasie 3h 15m.

Wiosną 2018 roku, podczas rutynowej rozgrzewki, poczułem pierwsze oznaki niewydolności oddechowej, które początkowo zdiagnozowano jako zapalenie płuc. Po dwutygodniowej kuracji antybiotykowej symptomy niemal ustąpiły, ale ze względu na utrzymujące się szmery i trzaski, czujna internistka skierowała mnie na specjalistyczne badanie diagnostyczne. W maju zdiagnozowane u mnie nieswoiste, idiopatyczne zwłóknienie płuc, które, zdaniem lekarzy, trwało już od około sześciu lat. Przez ten czas pojemność płuc spadła do 60%, ale mój organizm zaadaptował się do tej zmiany.

Jedyne zalecenie, jakie otrzymałem, to coroczne monitorowanie postępów choroby

W listopadzie 2018 rok, podczas planowego badania diagnostycznego, nieostrożny chirurg wywołał u mnie masywny krwotok wewnętrzny do płuc. Dzięki zaangażowaniu załogi OIOM w Instytucie Gruźlicy i Chorób Płuc przy ulicy Płockiej w Warszawie, pod kierownictwem nieocenionego dr Jacka Prokopowicza, z trudem wybudzono mnie po trzech dniach reanimacji. Niestety, w wyniku ostrego stanu zapalnego, praca płuc całkowicie się załamała.

Marek Biskup osoba po przeszczepie

W IGiCP prowadzący mnie profesorowie rozłożyli ręce. Szczęściem dr Jacek Prokopowicz podpowiedział, że należy natychmiast rozpocząć starania o przeszczep. Pierwszym kierunkiem, który pojawiał się w rozmowach, był Wiedeń. Świadomość tego, że w Polsce mamy niezwykle prężny, nie odbiegający od światowych standardów ośrodek przeszczepu płuc w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu, jest, niestety, bardzo niska nawet w środowisku medycznym. A ekipa z Zabrza w ostatnich 20 miesiącach przeszczepiła z sukcesem płuca 52 pacjentom. Przy olbrzymim zaangażowaniu mojej żony, rodzeństwa i przyjaciół, udało się nawiązać kontakt z dr Markiem Ochmanem, który zgodził się podjąć niezwykle trudnej, ze względu na mój stan, operacji. Szpital MSWiA dostarczył ECMO (urządzenie do pozaustrojowego utlenowania krwi), do którego zostałem podłączony na Płockiej i transportem lotniczym przewieziono mnie do Zabrza, gdzie w śpiączce czekałem na płuca. Operacja odbyła się 28 grudnia 2018 roku, trwała 14 godzin i pozwoliła dwóm utalentowanym kardiochirurgom, dr Maciejowi Urlikowi oraz dr Tomaszowi Stąclowi, opanować technikę przeszczepiania u pacjentów podłączonych do ECMO, którą obecnie stosują, ratując życie kolejnym osobom.

Po wybudzeniu z blisko trzytygodniowej śpiączki, przez prawie dwa tygodnie balansowałem na granicy snu i jawy, a wątki z niezwykle barwnych halucynacji splatały się ze sterylną rzeczywistością szpitalną

SCCS w Zabrzu ściśle przestrzega zaleceń związanych z prawem pacjenta do nieodczuwania bólu, zatem łzy, które regularnie napływały mi do oczu, przypisuję silnym emocjom, szczęściu i poczuciu, że po raz drugi w krótkim czasie zyskałem szansę na kontynuację wielu przerwanych spraw.

Od tego czasu:

  • wyprawiłem najmłodszą córkę do szkoły podstawowej,
  • starszej towarzyszyłem w wymagających egzaminach do upragnionego liceum,
  • w przyszłym roku, mam nadzieję, napawać się dumą z najstarszej córki, która w czerwcu zakończy studia medyczne,
  • wróciłem do pracy, aby wspierać blisko 500 pracowników, z którymi budowałem firmę przez 30 lat, i którzy mocno wspierali i wspierają mnie w procesie rekonwalescencji,
  • zabrałem mamę, żonę i córki na wakacje do Budapesztu i nad Balaton (w niewielkiej odległości od Zabrza), gdzie zacząłem wracać do ostrożnych wędrówek,
  • odbyłem coroczną wędrówkę z przyjacielem po łagodnych wzgórzach Beskidu Niskiego,
  • z żoną i rodzeństwem rozpoczęliśmy projekt badawczy, realizowany w ramach budżetu partycypacyjnego Polskiego Towarzystwa Badaczy Rynku i Opinii, przy współpracy z Poltransplantem i Ministerstwem Zdrowia. Wnioski mają pomóc zwiększyć liczbę zgłoszeń narządów w Polsce i skuteczniej rozdysponować środki w Narodowym Programie Rozwoju Medycyny Transplantacyjnej 2020,
  • wygłosiłem prezentację na temat postaw polskiego społeczeństwa i środowiska medycznego wobec transplantologii w trakcie XX Kongresu Badawczego, na której zaprezentuję wstępne wyniki projektu.

Nie wybiegam zbytnio w przyszłość, ale chciałbym nadal aktywnie wspierać ideę transplantacji, w przyszłym roku świadkować córce, składającej przysięgę Hipokratesa, napawać się długimi spacerami, w tym po górach i wybierać na coraz dłuższe, rodzinne wyprawy rowerowe.

Z własnego doświadczenia i z wielu rozmów, które przeprowadziłem w ostatnim czasie, stwierdzam, że przeszczepy w Polsce, wykonywane na najwyższym europejskim i światowym poziomie, są skuteczną metodą ratowania życia i znaczącej poprawy jakości codziennego funkcjonowania. Wszystkim, którzy czekają na tę szansę, polecam przede wszystkim dbanie o kondycję i dietę, gdyż zaszczepione wcześniej nawyki pozwolą szybko wrócić do dotychczasowych lub wręcz nowych działań.

Jak mawiał prof. Religa, człowiek po przeszczepie powinien cieszyć się nowym życiem, jako zdrowa, naprawiona jednostka, a nie nadmiernie ostrożny, utyskujący wieczny rekonwalescent.